Wierność Chrystusa Sługi

Chyba każdy członek Ruchu Światło-Życie zna figurę Chrystusa Sługi. Wysoka, smukła postać Pana Jezusa z charakterystycznymi dłońmi wzniesionymi ku górze w geście oddania Bogu Ojcu. Tyle patrząc czysto zewnętrznie, w zasadzie nic szczególnego…

Dziś spojrzałem na tę postać w innej perspektywie: w perspektywie Krzyża, gdzie ręce Pana Jezusa są wyciągnięte na krzyżu, ale tym bardziej spoczywają w ramionach Ojca. I tu należy przywołać słowa ks. Franciszka Blachnickiego:

Umywanie nóg to tylko symbol. Potem przyjdzie jeszcze coś więcej: krzyż, ta najwyższa służba, która polega na oddaniu życia.

Wierność Chrystusa Sługi z Jordanu, gdzie przyjął chrzest i usłyszał słowa Boga: „Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie” (Mt 3, 17) i wierność Chrystusa Sługi z Góry Tabor zaprowadziła Go na Górę Golgotę, gdzie wyciągnął swoje ręce na Krzyżu. Miłość Boga do człowieka zaprowadziła Go na miejsce, gdzie swoją wierność musiał wyrazić oddając za nas życie (por. J 3, 16).

Umywanie nóg, gest włożonych rąk w dłonie biskupa, to symbole. Życie zweryfikuje wierność. Z homilii, jaką wygłosił abp Stanisław Budzik w dniu moich święceń kapłańskich pamiętam tylko kilka słów, które powracają bardzo często w mojej medytacji:

Wierność jest funkcją miłości. Im większa miłość, tym większa wierność. Bóg jest wierny, bo kocha całą mocą swojej miłości. Człowiek jest o tyle wierny Bogu, o ile miłuje Go ponad wszystko.

Wierność jako funkcja miłości staje się wezwaniem, aby każdego dnia kochać bardziej. Tylko wtedy człowiek może pozostać wierny, bo swoją moc czerpie od Boga, który jest Miłością (1 J 4, 8. 16). Jednak prawdziwie może kochać tylko niepodzielone serce, które w prostocie staje wobec Boga. Nie jako dumny człowiek, któremu się udało, ale jako ten, który ma świadomość, że jego skarb jest przechowywany w naczyniu glinianym (por. 2 Kor 4, 7). Moja wierność zawsze ma swoje źródło w Bogu, który ciągle jest wierny swojej miłości. Tak, On kocha każdego człowieka miłością odwieczną, całkowitą i bezgraniczną. Tak samo kochał mnie w chwili poczęcia, narodzin. Kochał mnie tak samo w chwili największego upadku. Wreszcie teraz darzy mnie taką samą miłością, która nigdy nie ustanie (1 Kor 13, 8). I można zastanawiać się, dlaczego Bóg nie kocha mnie coraz bardziej. Jednak odpowiedź jest oczywista: On kocha mnie pełną miłości: bardziej już nie można.

Wreszcie być wiernym, to nie bać się stracić swojego życia ze względu na innych. Przypomina nam o tym grób ks. Franciszka Blachnickiego znajdujący się w dolnym kościele w Krościenku nad Dunajcem. Znajdują się na nim słowa z Janowej Ewangelii: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo…” (J 12, 24). Wierność jest drogą śmierci, która ostatecznie prowadzi do pełni życia. Poświęcić swoje życie może tylko ten, kto jest pewien Bożej Miłości. Inaczej ryzyko byłoby zbyt wielkie.

Patrząc na Chrystusa Sługę w Krościeńskiej kaplicy łatwo wzbudzać piękne pragnienia i postanowienia. Potrzeba jednak autentycznej decyzji wiary, aby nie bać się zaufać Bogu, który zaprasza nas do pójścia drogą wierności, choć wydaje się być już zapomnianym szlakiem. Czy jednak można kochać naprawdę nie będąc wiernym?

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *