Homilia: Uroczystość rocznicy poświęcenia własnego kościoła (26.10.2014)

DSC_0238Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
(Łk 19, 1-10)

„Odbuduj mój Kościół, gdyż popada w ruinę” – słowa te płynące od krzyża według tradycji miał usłyszeć młody Franciszek, gdy modlił się w kościele San Damiano w Asyżu. Wydarzenie to, kluczowe dla życia przyszłego świętego, spowodowało, że zrzekłszy się pokaźnego majątku zaczął własnymi rękoma odbudowywać zaniedbaną świątynię. Musiało wiele czasu upłynąć, zanim zrozumiał, że Chrystus mówił nie tyle o budynku, co wspólnocie wierzących.

Drodzy bracia i siostry!

Przeżywamy dziś uroczystość poświęcenia naszego pięknego kościoła. Chcemy wyrazić naszą wdzięczność Bogu za miejsce naszej modlitwy, wszystkich którzy przyczynili się do jego powstania. Ale nade wszystko spójrzmy dziś na Kościół, jako wspólnotę wierzących, czyli żywe kamienie którymi jesteśmy.

Często można usłyszeć, zwłaszcza dziś, opinie które możemy zebrać sloganowym hasłem: „Chrystus – TAK, Kościół – NIE”. Ale nie możemy oddzielać Kościoła od jego założyciela. Możemy natomiast zastanawiać się, z czego wynika taki stan rzeczy. Odpowiedź nasuwa się sama. Chcemy i pragniemy Chrystusa, który idzie w gościnę do celnika Zacheusza i obiecuje mu zbawienie, a jednocześnie dystansujemy się od wszystkich, którzy w Kościele są grzesznikami. Zwłaszcza, jeśli powinni stanowić wzór dla innych. Ale tu wkrada się niekonsekwencja. Bo i kim był Zacheusz jeśli nie człowiekiem, którego imię stanowiło synonim grzechu?

Drodzy bracia i siostry, nie oczekujmy że w Kościele będziemy mieć tylko osoby pokroju Jana Pawła II czy Matki Teresy z Kalkuty, zresztą często patrzymy na nie z perspektywy świętego obrazka. Więc dlaczego taki nie jesteś? Przychodzisz co tydzień do Kościoła, modlisz się codziennie, od czasu do czasu się spowiadasz, a więc jednak nie jesteś taki święty! I bardzo dobrze, bo inaczej Kościół nie byłby miejscem dla Ciebie. Przypominał nam o tym już kilkakrotnie papież Franciszek. Odpowiadając na pytania młodych mówił: „Lubię patrzeć dziś na Kościół […] jak na szpital polowy: jest wielu rannych ludzi, także poranionych przez nas, katolików […] naszym brakiem świadectwa. […] Po bitwie idziesz do takiego szpitala i znajdujesz wielu rannych ludzi”[1].

Nie jest łatwo dostrzec świętość Kościoła gdy patrzymy na grzechy ludzi kościoła. Ale zanim osądzisz czy wydasz wyrok, zastanów się, czy tym samym nie staniesz się jednocześnie osądzonym. Przecież też jesteś częścią Kościoła. To jest Twój dom, który również budujesz swoim zachowaniem. Mówiąc „nie” Kościołowi – zaprzeczasz samemu sobie, bo i ty mieścisz się we wspólnocie uczniów Chrystusa.

Kiedy Zacheusz usłyszał o tym, że Jezus przechodził przez Jerycho, postawił wszystko na jedną kartę – nie bał się zrobić z siebie pośmiewiska. Wiedział, że będzie wyśmiewany, powiedzielibyśmy, wezmą go za pajaca. A jednak zaryzykował. Chciał zobaczyć Jezusa i nie zastanawiał się zbytnio, ale wdrapał się na sykomorę. W tej chwili nic nie było ważniejsze od tego, by zobaczyć Jezusa. A Jezus dostrzegł Go i wprosił się do Jego domu. Taki jest Bóg. On nie czeka aż będziesz święty, żeby cię kochał. On już teraz, kocha Cię tak, jakbyś już był świętym i nieskazitelnym. Kocha Cię miłością odwieczną i bezgraniczną. Co więcej, szaleje za Tobą z miłości. I to Jego świętością Kościół jest święty, nie naszą. Nie świętością Jana Pawła II, Matki Teresy z Kalkuty czy papieża Franciszka. Bóg patrzy na nas z miłością i widzi nasze zranienia, także przez ludzi kościoła. Bo może kiedyś ksiądz Cię źle potraktował, albo wyrzucił jakiś grzech. I do tej pory nosisz w sobie tę ranę, co więcej, ciągle ją pielęgnujesz i wyciągasz na światło dzienne ilekroć w dyskusjach ze znajomymi pojawia się temat Kościoła.

Bracie, siostro, jak długo jeszcze będziesz nosić to zranienie? Zacheusz czuł się odrzucony, wszyscy go unikali, ale to do niego Jezus przyszedł w gościnę. I jaka była reakcja tego celnika, kolaboranta i zdziercy? „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czy skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”. Nikt z pobożnych faryzeuszy czy uczonych w Piśmie nie wynagradzał popełnionych krzywd. Możemy zastanawiać się, co było źródłem przemiany serca Zacheusza? Nic innego jak tylko spotkanie z Chrystusem, który „przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Może jeszcze jesteś na pozycji „tej lepszej części Kościoła”, ale to inni patrzą na Ciebie i widzą ucznia Chrystusa, czy niewolnika wiary przodków. W centrum Kościoła stoi Jezus Chrystus, odrzucony kamień, który stał się kamieniem węgielnym, czyli tym który spaja budowlę i stanowi jej fundament.

Drodzy bracia i siostry!

Święty Franciszek odbudował nie tylko kościółek San Damiano, ale odnowił życie moralne Kościoła XII/XIII wieku oraz na trwałe wpisał się w historię wspólnoty uczniów Chrystusa. Dziś Bóg kieruje do nas te same słowa: Piotrze, Janie, Mario, Dominiko, Norbercie odbuduj mój Kościół. Jak odpowiesz Bogu na to wezwanie?

[1] http://pl.radiovaticana.va/news/2014/01/21/papie%C5%BC_franciszek:_wol%C4%99_ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_po_przej%C5%9Bciach,_ni%C5%BC_chory_z_zamkni%C4%99cia/pol-765881

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *