Wspomnienie bł. Karoliny Kózkówny, dziewicy i męczennicy (18.11.2014)

DSC_6682Jak przyjmujesz Jezusa?

Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić. Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy, widząc to, szemrali: Do grzesznika poszedł w gościnę. Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie. Na to Jezus rzekł do niego: Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło.
(Łk 19, 1-10)

Czasami patrząc na ludzi uczestniczących w niedzielnej Eucharystii, wydaje mi się, że mam przed sobą skazanych na bycie w kościele. Smutek, irytacja i rozkojarzenie najczęściej wypisane są na ich twarzach. I chociaż zdaję sobie sprawę, że kazanie mogło być nudne i ponad głowami, to jednak spotkanie z Bogiem też się dokonało. Zacheusz wiedział, że chce spotkać Jezusa i nawet niski wzrost nie stał się dla niego wystarczającą przeszkodą. Gdy Jezus niejako wprosił się do niego w gościnę, „przyjął Go rozradowany”. My często przyjmujemy Jezusa jako zło konieczne, lub jako akwizytora, który może zaproponować nam coś ciekawego. Ale spotkanie z Jezusem powinno być źródłem radości, abyśmy byli gotowi stracić nie tylko prawie cały majątek, ale i zyskać pokój i radość, które może dać tylko Bóg.

Czy jesteś gotów na taką przemianę?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *