XXII niedziela zwykła, Rok A (31.08.2014)

Jaki masz plan na swoje życie?

DSC_8852

Jezus zaczął wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie. Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie. Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę? Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania.
(Mt 16, 21-27)

Już na początku można odpowiedzieć na postawione pytanie. Mam cudowny plan na swoje życie. Ale Bóg ma jeszcze cudowniejszy (co nie znaczy prosty i łatwy). A najtrudniejsze w tym wszystkim jest przyjąć Bożą miłość. Oczywiście, tyle razy słyszeliśmy już kerygmat, że stajemy się odporni na te słowa i traktujemy je z przymrużeniem oka. A jednak najtrudniej pozwolić na to, aby Bóg mnie kochał. Nie według założonego planu, ale tak, jak On tego chce. A Bóg jest wierny swojej Miłości, nawet jeśli prowadzi ona przez cierpienie i krzyż. Jednak na końcu zawsze jest szczęście wypływające ze spotkania z Bogiem. Warto zachować swoją duszę na szczęście wieczne nawet jeśli droga tam wiodąca okaże się usłaną kolcami ścieżką krzyża. Skoro Jezus przeszedł taką drogę, dlaczego ja nie mogę pójść za Nim.

A może to nie kwestia przymusu, ale chęci?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *