Homilia: Wspomnienie św. Marcina z Tours, biskupa (11.11.2014)

DSC_8146Jezus powiedział do swoich apostołów: Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: Pójdź i siądź do stołu? Czy nie powie mu raczej: Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać.
(Łk 17, 7-10)

Drodzy bracia i siostry!

Chyba każdy człowiek kiedyś marzył. Wymyślamy kolejne wydarzenia, swoją przyszłość. Niejednokrotnie planujemy spotkania w naszej wyobraźni. Jednak są to wydarzenia ułomne: raczej nigdy się nie spełnią. Za to mamy realne dziś, które choć nie jest wymarzone, jest jedynym czasem danym człowiekowi. I chociaż żyć iluzją jest łatwiej, ale z pewnością droga, którą przygotował dla człowieka jest równie piękna. I chociaż wszyscy chcieliby być panami, to jednak Pan Jezus mówił: „Gdzie jestem ja, tam będzie i mój sługa”. A Jezus nie unikał trudnych sytuacji, w tym krzyża.

Moi drodzy, trudno jest po ciężkim dniu pracy powiedzieć: „Sługą nieużytecznym jestem, wykonałem to, co powinienem wykonać”. Jednak nim zaczniemy się sprzeciwiać, należy zwrócić uwagę, że pierwszym sługą, który tak się zachował był Jezus Chrystus. Od początku wiedział na czym ma polegać Jego misja i jak się zakończy. Jezus z pewnością miał swoje marzenia, plany. Jednak ostatecznie starał się je podporządkować i pełnić wolę Ojca. I to On ostatecznie wykonał zamysł Boga dokonując naszego odkupienia.

Podobnie Boży plan realizował św. Marcin z Tours. Wiemy o nim, że urodził się ok. 316 roku w Pannoni. Mając 15 lat został żołnierzem w Galii. Po przyjęciu chrztu porzucił dotychczasowe zajęcie i założył klasztor. Z czasem przyjął święcenia kapłańskie i został biskupem Tour. Legenda głosi, że pewnego dnia kiedy wjeżdżał wraz z wojskiem do Amiens zobaczył przy bramie miasta zmarzniętego żebraka. Była zima, na dworze tęgi mróz, a ów człowiek odziany był w liche łachmany. Żal się zrobiło Marcinowi żebraka, odciął więc mieczem połowę swojego żołnierskiego płaszcza i podarował go nieznajomemu człowiekowi. Może nas dziwić, dlaczego oddał tylko połowę? Wytłumaczenie jest proste: W czasach, w jakich Marcinowi przyszło odbywać legionową służbę tylko jedna połowa płaszcza stanowiła własność żołnierza, druga należała do armii. Tak więc oddając połowę płaszcza, święty Marcin oddał tak naprawdę wszystko, co posiadał. Jednocześnie był Sługą wpatrzonym w Chrystusa. Niedługo przed swoją śmiercią miał powiedzieć: „Panie, jeśli jeszcze potrzebny jestem Twemu ludowi, nie wzbraniam się przed pracą. Niech się dzieje wola Twoja”. Wiedział, że najpiękniejszą drogą życia jest ta wskazana przez samego Boga. Pełnić Jego wolę to największa służba.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *